Sie sind hier: Startseite  » Polski » Pismo proces. 10.11.2009


Pismo procesowe z dn. 10.11.2009

Wolni chrześcijanie wszelkich kultur na całym świecie na rzecz Chrystusa Kazania na Górze wzywają niemieckie państwowe koncerny kościelne, by w końcu zaprzestały oszustwa w szyldzie, które trwa już setki lat i nie nadużywały imienia Jezusa, Chrystusa. Mogą one nazywać się katolickim albo luterańskim, ale nie już dłużej chrześcijańskim.

Pozwany, Kościół rzymskokatolicki, odpowiedział na skargę wniesioną do Sądu Administracyjnego we Freiburgu złożeniem wniosku o oddalenie powództwa.

Jego zdaniem skarżący nie mają prawa do oskarżenia pozwanego, ponieważ sądy nie posiadają uprawnienia, by osądzać, czy pozwany może nazywać się chrześcijańskim, czy nie. Jest to wewnętrzna sprawa Kościoła katolickiego, co do której sąd państwowy nie jest kompetentny.

Pozwany w ogóle nie zajmuje stanowiska, jeśli chodzi o przedstawione fakty, i oznajmia, że „nie odniesie się do pytań natury religijnej i teologicznej, które przez skarżących zostały postawione”. Pozwany wskazuje na to, że nazwa „rzymskokatolicki” jest chroniona, i podkreśla, że „pojęcie »chrześcijański« chronione nie jest”. W związku z tym 10 listopada 2009 r. skarżący złożyli pismo procesowe do Sądu Administracyjnego we Freiburgu:

Illustration

Sąd Administracyjny we Freiburgu
Habsburger Straße 103
D-79104 Freiburg
poprzedzone faksem:0761/7080-888

    10 listopada 2009 r.
h-h


Dieter Potzel m.in. ./. Arcybiskupstwo/Diecezja we Freiburgu
2K 1700/09



W swoim piśmie procesowym z dn. 27.10.2009 r. przedstawiciel pozwanego daje do zrozumienia, że nie pojął złożonej skargi. Skarżący stwierdzili jasno, tak w Upomnieniu, jak i potem w swojej Skardze, że nie kwestionują nauki pozwanego, jego czynów, ani niegodziwych czynów. Swoje „wewnątrzfirmowe” sprawy może regulować, jak chce, i może nazywać się, jak chce, byle nie chrześcijańskim.

Skarżący oponują przeciwko temu, że pozwany określa siebie jako „chrześcijański”, chociaż ani to, co publicznie rozpowszechnia, ani to, jak w społeczeństwie działa, chrześcijańskie nie jest. Używając tego określenia, dopuszcza się oszustwa w szyldzie, by wprowadzić w błąd obywateli i uzyskać ogromne subwencje państwowe przez nadużycie kompetencji jako korporacja prawa publicznego. Jego cała działalność socjalna w społeczeństwie i w państwie opiera się na tym oszustwie w szyldzie. Z wewnątrzkościelnym zakresem autonomii to wszystko nie ma nic wspólnego, co skarżący wyjaśnili już w swoim pozwie.

W piśmie procesowym z dn. 27.10.2009 r., na stronie trzeciej, przedstawiciel pozwanego z zadziwiającą otwartością określa stanowisko pozwanego, pisząc:

„Pojęcie » chrześcijański « nie jest chronione”.

W ten sposób pozwany daje wyraz przekonaniu, że pojęcia „chrześcijański” może używać każdy, bez względu na swoje prawdziwe zamiary oraz sposób postępowania. Kościół rzymskokatolicki najwidoczniej pragnie zasygnalizować sądowi, że nie pozwoli nikomu na kwestionowanie prawa do nadużywania imienia Jezusa, Chrystusa, które to imię stoi na straży najwyższej nauki oraz życia o najwyższej etyce i moralności. Jeśli nazwa „chrześcijański” nie jest chroniona, to każdy może haniebnie obchodzić się z imieniem Chrystus, a więc także Kościół rzymskokatolicki.

Pozwany nie stara się nawet o to, by wytłumaczyć, jak dalece jego roszczenia do szyldu „chrześcijański” są zasadne. Przyjmuje stanowisko, że może tak samo nadużywać tego pojęcia, jak każdy inny.

Skoro każdy może określać siebie mianem chrześcijanina, to wolno było też Hitlerowi, który był ludobójcą. Mussolini oraz Franco mogli określać siebie jako chrześcijan. Luter, na którego powoływał się Hitler w swojej kampanii zagłady przeciwko Żydom, który też sam nawoływał do mordowania, zakłuwania, grabieży, podpalania, bicia na śmierć, mógł nazywać siebie chrześcijaninem.

Każdy przestępca molestujący dzieci, perwersyjny morderca, sadysta, rzeźnik, zboczeniec, ludobójca, podżegacz wojenny, właściciel niewolników, wyzyskiwacz, kłamca, oszust, bandyta, niszczyciel środowiska naturalnego, obłudnik, okrutnik męczący zwierzęta, oprawca aż do najwyższego poziomu zwyrodnienia może nazywać siebie chrześcijaninem.

Jeżeli każdy może nazywać się chrześcijaninem, to i diabeł może nazywać się chrześcijaninem. Kto może udowodnić, że Kościół rzymskokatolicki to nie diabeł, jak to mówił Luter o papieżu?

Jezus powiedział: Po ich owocach możecie ich rozpoznać. Po czym można rozpoznać pozwanego? Jak nazywają się owoce Kościoła rzymskokatolickiego? Jakie owoce może on nam przedstawić – szczególnie – jeśli przeczyta się na ten temat– w książkach takich autorów, jak Karlheinz Deschner, Horst Hermann, Avro Manhattan, Hubertus Mynarek, Gert von Paczensky, Vladimir Dedijer i wielu innych, oraz jeśli z uwagą przygląda się codziennym wydarzeniom?

Dzisiaj, nikt nie może zaprzeczyć temu, że Kościół rzymskokatolicki, nadużywając nazwy „chrześcijański” oraz nadużywając symbolu krzyża przez ponad tysiąc lat, aż do czasów obecnych, mordował, grabił, rabował i powodował niewymowne cierpienia na całych kontynentach. Kościół rzymskokatolicki zabił miliony ludzi, nadużywając imienia „chrześcijański”. Tak było podczas inkwizycji, w czasach polowań na czarownice oraz podczas mordowania Żydów, wyniszczania całych narodów w Ameryce Środkowej, w czasach kolonizacji Afryki, w okresie niewolnictwa – by wymienić tylko niektóre barbarzyństwa z historii Kościoła rzymskokatolickiego.

Karlheinz Deschner pisze, częściowo dosłownie, częściowo oddając sens:

„Władcy Kościoła rzymskokatolickiego, a więc papieże, zbroczyli krwią szerokie połacie ziemi w niewyobrażalnym dotąd wymiarze.

Najokrutniejsze przestępstwa, do których zdolni są tylko wyjątkowo perwersyjni przestępcy, były przez księży Kościoła rzymskokatolickiego aprobowane i popełniane oraz zlecane służalczym zwolennikom Kościoła rzymskokatolickiego oraz jego papieży.

Przez całe stulecia mordowanie, palenie, krzyżowanie i torturowanie; przez całe stulecia okaleczanie, bicie, wycinanie i rozcinanie, odrąbywanie dłoni i stóp, rozciąganie ciał; przez całe stulecia łamanie kołem, zaciskanie kajdanami i drewnianymi przyrządami, ścinanie głów i nabijanie głów na pal, odcinanie uszu, ust i piersi, wykłuwanie i wyrywanie oczu i języka żywym i zmarłym, ćwiartowanie i nabijanie na pal, piłowanie i wieszanie, zamęczanie rozżarzonym żelazem oraz inne najbardziej potworne męki, jakie mogą rodzić się tylko w chorych mózgach lub jakie tylko diabeł może wymyślić.

Przez całe stulecia morzenie głodem, skuwanie łańcuchami w lochach, skazywanie na spalenie żywcem na stosie, zatapianie i duszenie, zniewalanie, odmawianie wszelkich praw osobistych – wszystko to bez przerwy, miliony razy i przez wiele stuleci.

Niemowlęta, dzieci, kobiety, mężczyźni, starcy, chorzy, ułomni, wszyscy bez litości wymordowani, rzekomo ku czci Boga i dla zwiększenia władzy Kościoła rzymskokatolickiego.

Kościół najczęściej natychmiast zajmował dobra i własność zamordowanych. Całe rodziny, z powodu niewielkiego wykroczenia, często przez oszczerstwa, były do trzeciego, czwartego pokolenia, w ramach współodpowiedzialności, zniewalane i wyniszczane ”.

Ten, kto nie wierzy, niech sam przeczyta u Karlheinza Deschnera: „Kirche des Unheils”, „Opus Diaboli”, „Memento!”, także u Horsta Hermanna i wielu innych autorów.

A oto tylko niektóre liczby:

- Wyprawy krzyżowe: Wezwanie papieża Urbana II z dn. 27 listopada 1095 r. spowodowało okrutną śmierć ponad miliona ludzi. 14 lipca 1881 r. zaliczono Urbana w poczet „błogosławionych”. To była jedna z siedmiu wypraw krzyżowych, których liczbę ofiar szacuje się na 22 miliony ludzi.

- Liczbę ofiar kościelnych polowań na czarownice, które miały miejsce jeszcze w XIX wieku, szacuje się na co najmniej 40 000 do 80 000 ludzi.

- Liczbę ofiar inkwizycji szacuje się na 9 milionów.

- Zdobycie Ameryki,
przede wszystkim za sprawą katolików, kosztowało życie 100 milionów ludzi, w ciągu 150 lat. Teolog katolicki, Leonardo Boff, określa podbicie Ameryki jako największe ludobójstwo wszech czasów.

- Handel niewolnikami, którego ofiarą padło 13 milionów Afrykańczyków, był aprobowany i prowadzony przez Kościół rzymskokatolicki aż do XIX wieku. Watykan był jednym z ostatnich państw europejskich, w których zniesiono niewolnictwo; uczyniono to dopiero w 1838 r.

- Szczególnie nikczemnie i bezwzględnie Kościół rzymskokatolicki postępował wobec prachrześcijan, którzy zbrodniom kultu kapłańskiego przeciwstawiali życie zgodne z Dziesięcioma Przykazaniami i Kazaniem na Górze Jezusa, Chrystusa. Byli oni brutalnie prześladowani, torturowani, zamęczani i mordowani – czy to marcjonici, paulicjanie, manichejczycy, katarzy, albigensi, bogomili, zwolennicy Savanaroli, waldensi, husyci czy inni. Kościół rzymskokatolicki wykonał w odniesieniu do nich wszystkich swoje dogmatyczne zadanie wytępienia.

Ten, kto teraz mówi, że to wszystko było dawno temu, nie zna Kościoła rzymskokatolickiego, którego zadanie wytępienia obowiązuje po dzień dzisiejszy i przez Kościół rzymskokatolicki brane jest na poważnie tak dalece, jak pozwalają na to istniejące obecnie warunki w poszczególnych państwach. Zadanie wytępienia określone jest jednoznacznie w doktrynie Kościoła rzymskokatolickiego – w oficjalnym podręczniku Neunera i Roosa „Glaube der Kirche” (Wiara Kościoła), pod numerem bocznym 382.

Również inkwizycja jest, jak zawsze, żywa. Józef Ratzinger, na krótko przed swoim wyborem na papieża, takimi oto słowami pochwały określił perwersyjnych przestępców prowadzących inkwizycję, których niemiecki tygodnik Der Spiegel dn. 1.06.1998 r. nazwał poprzednikami Gestapo, Stasi i KGB: „Staramy się czynić to, co według ówczesnych metod było robione, po części narażone na krytykę, dzisiaj robić z naszego obecnego zrozumienia prawa. Trzeba jednak powiedzieć, że inkwizycja była postępem, dlatego że nie wolno było już nikogo skazać bez Inquisitio, to znaczy, że musiało być przeprowadzone śledztwo”. (ARD-Magazin-Kontraste z dn. 3.03.2005 r.) Większego szyderstwa z ofiar przestępstw Kościoła rzymskokatolickiego nie można sobie wyobrazić.

Ten, kto mówi, że to wszystko było dawno temu, znowu zapomniał, że Kościół rzymskokatolicki, podczas dwóch wojen światowych i podczas innych wojen błogosławił po obydwu stronach frontu żołnierzy idących na śmierć, oraz że wspierał dyktatorów takich jak Hitler, Franco, Mussolini i wielu innych tyranów.

Człowiek ten wypiera z pamięci fakt ludobójstwa w Chorwacji w latach 1941-1943, przy udziale Franciszkanów i arcybiskupa Stepinaca, którego ofiarą padło trzy czwarte miliona ortodoksyjnych Serbów.

On przemilcza fakt, że w 1994 r. podczas 100 dni zamordowano w Rwandzie 800 000 ludzi – w obecności w tym kraju rzymskokatolickich księży i zakonnic.

On być może wcale nie wie, w jak ohydny sposób podczas dyktatury w Argentynie do roku 1983, w obecności kapelanów wojskowych, działano według rady, udzielonej przez przedstawicieli Kościoła rzymskokatolickiego: „Zamordowanie podczas starcia zbrojnego nie jest chrześcijańskie. Lepiej zróbcie to tak: Dajcie więźniom zastrzyk z narkotykiem, a później zabierzcie ich na lot śmierci nad morzem”. (Program Südwestrundfunk z dn. 14.06.2001 r.)
Listę owoców pozwanego można dowolnie powiększyć. I tak w ostatnich latach ujawniono brutalne przestępstwa molestowania dzieci przez księży i przedstawicieli Kościoła rzymskokatolickiego dokonane na tysiącach bezbronnych dzieci, co przez psychologów określane jest jako morderstwo dusz. A że dotknęło to setek tysięcy dzieci w USA, Kanadzie, Australii i Irlandii, ale również i w Niemczech, tego nawet pozwany nie mógł już dłużej tuszować – jak wynika z komunikatu Konferencji Episkopatu Niemiec z dn. 2.11.2009 r.
Tego rodzaju przestępcy zaliczani są w więzieniach do zdegenerowanych w najwyższym stopniu . Natomiast koncern pozwanego przez setki lat ukrywał ich w pałacach i klasztorach.

Kościół rzymskokatolicki systematycznie tuszuje przestępstwa na największą skalę. Gazeta Süddeutsche Zeitung z dn. 19.08.2003 r., powołując się na wiadomości z prasy brytyjskiej, podała, że w latach sześćdziesiątych Watykan zarządził oficjalnie, by nie podawano do publicznej wiadomości informacji o seksualnym molestowaniu przez księży. Ofiary molestowania powinny być też zobowiązane do milczenia pod groźbą ekskomuniki. W 2001 r. niemiecki kardynał Ratzinger w jednym z okólników podkreślił, że dokument ten nadal obowiązuje.

To są owoce pozwanego pod nazwą „chrześcijański”. Jest to tylko mały fragment monstrualnego katalogu przestępstw Kościoła rzymskokatolickiego. Karlheinz Deschner, znany i wielokrotnie nagradzany pisarz światowej rangi, który jak nikt inny miał wgląd do gabinetu zgrozy tej organizacji, od 1986 roku rozpowszechnia następujący, niepodważalny wniosek:
„Po moich intensywnych badaniach historii chrześcijaństwa stwierdzam, że nie jest mi znana, ani w czasach starożytnych, ani w czasach średniowiecza, ani w historii najnowszej, włącznie z XX wiekiem, żadna światowa organizacja, która byłaby tak długo, nieustannie i tak potwornie obciążona przestępstwami, jak Kościół chrześcijański, a w szczególności Kościół rzymskokatolicki. („Die beleidigte Kirche”, Obrażony Kościół, str. 42/43)



To nie są wewnętrzne sprawy Kościoła. Miliony ludzi cieszyłyby się, gdyby Kościół rzymskokatolicki ograniczył się do swoich spraw wewnętrznych i nie popełniał przestępstw wobec ludzi i ludzkości.

Teraz można też zrozumieć, o czym ponad dwa tysiące lat temu mówił jasnowidz z Patmos – jak można przeczytać w Biblii pozwanego – gdy, w odniesieniu do pozwanego, wzywał ludzi:

„Wyjdźcie z niego, ludu mój, abyście nie byli uczestnikami jego grzechu i aby was nie dotknęły plagi na niego spadające”. (Biblia, Objawienie Jana, 18,14)

Można zrozumieć, dlaczego pozwany tak obstaje przy tym, że pojęcie „chrześcijański” nie jest chronione, lecz może być dowolnie nadużywane. Sam chce go nadużywać zgodnie z zasadą: „Hulaj dusza, piekła nie ma”.

Ale oczywiście nie dotyczy to wewnętrznej struktury Kościoła, gdyż jak wiadomo jest ona ściśle hierarchiczna i totalitarna, i w tym przypadku nie ma potrzeby oszustwa w szyldzie. Gdyby chodziło tu tylko o wewnątrzkościelne sprawy, a nie o przeklęcie inaczej myślących, to pozwany nie potrzebowałby pełnomocników do ścigania sekt.

Skarżący nie chcą pozostać w łączności z tym diabelskim zachowaniem Kościoła rzymskokatolickiego i również nie chcą pozostać w rejestrze ochrzczonych, do którego zgłosili ich
w wyniku oszustwa w szyldzie rodzice, za co też całymi latami musieli płacić Kościołowi trybut w formie podatków. Już tylko sam fakt bycia wpisanym do takiego rejestru jest dla szczerego naśladowcy Chrystusa, który uwolnił się od kościelnego skrępowania, wielką hańbą, która może być zmazana jedynie przez całkowite usunięcie wpisu z rejestru.

Od nikogo nie można żądać, by był utożsamiany z taką dogmatyczną religią kultu i jej przestępstwami. Każdy obywatel powinien być chroniony przed tym, by pod fałszywym pretekstem do takiej organizacji nie być zwabionym, czy przymusowo wcielonym.

Na tle potwornych przestępstw – dawnych i współczesnych – stwierdzenie przedstawiciela pozwanego, że nazwa „rzymskokatolicki” jest chroniona, można ocenić jedynie jako wyraz całkowitej bezradności. W końcu, kto dobrowolnie chciałby mieć coś wspólnego z taką instytucją? A już najmniej skarżący!

Najwidoczniej przekonanie to przyjęło się już także w sądownictwie. Podczas pewnego kontrowersyjnego postępowania sądowego w Würzburgu sąd uznał za zniewagę nazwanie kogoś pomocnikiem instytucji rzymskokatolickiej ( jej szefem w Niemczech przez wiele lat był obecny papież). Tego właśnie zdania był, awansujący krótko potem na prokuratora naczelnego, prokurator prowadzący, dr D. Geuder, sędzia okręgowy Behl oraz sędzia, Przewodnicząca Sądu Kraju Związkowego, Müller. Słowa „pomocnik inkwizycji” stały się przyczyną wymierzenia niemałej grzywny za zniewagę. Tego rodzaju wyroki, zatwierdzone przez Wyższy Sąd Krajowy w Bambergu, są dlatego przełomowe, ponieważ według organów wymiaru sprawiedliwości w Würzburgu, już samo wspomnienie, że dana osoba ma związek z rzymskokatolicką instytucją (przez lata prowadzoną w Niemczech przez obecnego papieża), stanowi zniewagę dla danej osoby. Zniewaga ta jest tak poważna, że nie można jej usprawiedliwić ani w świetle prawa zasadniczego (Grundrecht) jako swobody wyrażania poglądów, ani tym, że jest wypowiedzią zgodną z prawdą. Organ wymiaru sprawiedliwości w Würzburgu sklasyfikował Kościół rzymskokatolicki jeszcze bardziej negatywnie niż jego najostrzejsi krytycy.

Pozostała część oświadczenia pozwanego ogranicza się do obrony stanowiska, że ma on prawo do nadużywania dla własnych celów określenia „chrześcijański”. Widocznie pozwany ufa, że jego miliardy, jego władza oraz wpływy wystarczą, aby nadal zachowywać możliwość nadużywania imienia Jezusa, Chrystusa.

Z pewnością ma on zaufanie do swojej dogmatyki, w którą włożył groźby wiecznego potępienia, skierowane do indoktrynowanych, począwszy od wieku niemowlęcego, członków Kościoła, skoro domaga się od nich – w swoich obowiązujących nakazach – aby nie stawiali prawa państwowego ponad wymaganiami Kościoła.

Skarżący zdają sobie sprawę z tego, w jakim konflikcie sumienia znajdzie się związany wyznaniem sędzia, który poprowadzi tę sprawę. Jego wyznanie wiary może, w razie wątpliwości, wpłynąć na rozstrzygnięcie sprawy.

Aby zaoszczędzić sądowi rozpoznającemu sprawę takiej niezręcznej sytuacji – która dotyczy również ewangelika, przeciwko Kościołowi którego również został wniesiony pozew, aby zrezygnował z określenia „chrześcijański” – kierujemy do niego oficjalne pytanie: Jakiego wyznania są sędziowie, którzy zostali powołani do wydania orzeczenia? Jest to istotne, ponieważ muszą rozstrzygnąć zgodnie ze swoją wiarą, gdyż w przeciwnym razie ich wyznawanie wiary będzie zakłamane.

Albowiem według dogmatycznej nauki Kościoła niechybnie grozi im wieczne potępienie, jak piszą Neuner i Roos w „Der Glaube der Kirche” ( Wiara Kościoła), aksjomat nr 85: „Ten, kto nie przyjmuje w całości przekazu Kościoła, tego, co spisano, jak i tego, czego nie spisano, ten niech będzie wykluczony [= przeklęty]”. Katechizm stwierdza bez żadnych wątpliwości (nr boczny 2242), że wierny „ jest zobowiązany w sumieniu do nieprzestrzegania zarządzeń władz cywilnych, gdy przepisy te są sprzeczne... ze wskazaniami Ewangelii”. A to, że „ ostatnie słowo, jeśli chodzi o interpretację Pisma, należy do Kościoła”, ponownie wyjaśnił nie tak dawno przywódca Kościoła rzymskokatolickiego, podało Radio Watykan w dniu 26.10.2009 r.

W omawianym postępowaniu sądowym również z powodów prawnych udział sędziego związanego wyznaniem jest wykluczony. We wcześniej wspomnianym wyroku Sądu Krajowego w Würzburgu (3 Ns 101 Ds 701 Js 20116/2006) sędzia Müller odrzuciła uniewinnienie oskarżonego między innymi dlatego, że przed swoją wypowiedzią zasięgnął informacji nt. stanu prawnego u prawnika, który był tego samego, co on, wyznania. Taki prawnik przedstawia „jednostronnie interesy” danej wiary. To stwierdzenie zasadniczo wyklucza każdy wiążący udział prawnika w postępowaniu, w którym uczestniczą wyznawcy tej samej, co on, wiary. Ta opinia prawna została potwierdzona przez Wyższy Sąd Krajowy w Bambergu, przez sędziów Schwarza Bära oraz Titze.

Na koniec, skarżący zwracają jeszcze raz uwagę na to, że nikt nie chce kwestionować chronionego przez pozwanego określenia „rzymskokatolicki”. Również dla pozwanego byłoby to korzystne, gdyby chronione określenie „rzymskokatolicki” wysunął na pierwszy plan. Wówczas pod tym szyldem mógłby np. udzielać odpustu, którego to Chrystus nie udziela. Także dla wiernych byłoby to interesujące, gdyby mieli chronioną organizację.

dr Seiler
adwokat
  dr Hetzel
adwokat


Download: 10. nov. 2009.pdf [181 KB]

Illustration

top